PRZED WYBORAMI…

PRZED WYBORAMI…

Wczoraj mój mąż powiedział do mnie, że w niedzielę musimy wrócić do Poznania przed 19:00. Trochę zdziwiona pytam – dlaczego? Właśnie wtedy mój mąż odrzekł, że w tych wyborach każdy głos się liczy. PIS nie może wygrać. A nawet jak wygra, to trzeba spowodować, żeby im się będzie trudno rządziło.

Ta rozmowa chyba po raz pierwszy zmusiła mnie do refleksji. Co się wydarzy jeżeli rzeczywiście PIS wygra wybory. Czy to rzeczywiście będzie oznaczało co innego niż PO. I po dłuższej chwili zadumy doszłam do wniosku, że chyba jednak różnica jest nie wielka.

PO jest „ w gębie” otwarte na przedsiębiorców oraz podobno jest pro przedsiębiorcze. PIS obiecuje rzeczy, które ekonomicznie nawet w najbardziej przychodowym budżecie nie mają prawa się spiąć. Ewidentnie działają populistycznie. Podczas KontestCamp-u usłyszałam, że w PIS nie ma ekonomistów i że oni rzeczywiście mogą wpaść na plan wdrożenia rzeczy, które dziś obiecują. Najbardziej mnie rozśmiesza obniżenie wieku emerytalnego, gdy ZUS jest bankrutem od kilku lat.
PO, 8 i 4 lata temu również obiecywali złote góry, a tak naprawdę nie wiele się zmieniło. Nie wiele w Polsce zmieniło się zarówno dla przedsiębiorców, jak i etatowców. Zmiany w VAT, czy opłatach do ZUS raczej spowodowały zwiększenie opłacanych podatków, niż ich zmniejszenie.
Ostatecznie nie pamiętam takich wyborów, gdzie wybrani dotrzymywali swoich obietnic.

I w nadchodzących wyborach niepokoi mnie tylko jedno. Nie ważne, która parta wygra i z jakim programem, nie ważne jakie mają obietnice. Obawiam się, że któraś parta wpadnie na pomysł dotrzymać słowa. Mam wrażenie, że nie ważne, która by wygrała, gdyby wdrożyła swój program oraz spełniała obietnice mielibyśmy w kraju spory problem.

Marzę o takim dniu, w którym wybory nie będą miały dla przedsiębiorców znaczenia, ponieważ partie polityczne nie będą realizowały polityki gospodarczej, a będzie ona realizowała się niejako sama.